"Ania, nie Anna" -podsumowanie



„Ania, nie Anna” czy to naprawdę był ostatni sezon? 

To chyba najbardziej wyczekiwana przeze mnie kontynuacja w ostatnim czasie. Miałam wielki dylemat czy obejrzeć praktycznie na raz tak jakby moja ciekawość tego chciała, czy rozkładać sobie po odcinku dziennie żeby móc jak najdłużej cieszyć się z ostatniego sezonu. W końcu trzeci sezon obejrzałam w trzy albo cztery dni, a raczej noce. 

Czy warto było wyczekiwać? Warto i to zdecydowanie. 

Myślę, że ten serial jest zarówno dla osób, które znają oryginalną wersje „Ani z Zielonego Wzgórza” jak i dla tych którzy dziewczynkę o rudych włosach kojarzą tylko ze słyszenia. W serialowej wersji mam wrażenie, że w raz z kolejnymi sezonami wątków łączących te dwie wersje jest co raz mniej. Z jednej strony jak najbardziej mnie to cieszy, bo Netflix daje nam coś nowego, świeżego, z drugiej kilka aspektów bym jeszcze przemyciła z książkowej wersji. 

Naprawdę duży plus należy się za dobranie aktorów, a szczególnie za ich grę. Uwielbiam Anie i Gilberta i ich relacje, mimikę twarzy, spojrzenia. Szczerze powiem, że trochę mi przyćmili aktorów, których znamy z filmowej adaptacji, którą oglądałam x razy. Teraz jak myślę o nich to mam w głowie ich nowe wersje. Na duży plus zasługuję również aktor, który gra Mateusza. Zauważmy, że nie ma on jakoś rozbudowanych dialogów, a dzięki właśnie swojemu zachowaniu, graniu, sprawia, że uwielbiałam kiedy pojawiał się na ekranie. 

„Ania, nie Anna” liczy sobie trzy sezony i na tym ma się właśnie zakończyć, czy mnie to cieszy? Mam oczywiście mieszane uczucia. Z jednej strony zakończyło się to naprawdę w dobrym momencie, dopinając większość wątków do końca, a zarazem dając naszej wyobraźni pola do działania. Z drugiej strony, uważam, że w cale nie głupim pomysłem byłaby kontynuacja losów Ani. Przecież samych książek było kilka i opowiadały one również o losach już dorosłej bohaterki, więc wątków nie zabrakłoby. I nie wydaję mi się, aby ten serial nie miał oglądalności. Jednak mam świadomość, że Netflix nie jest zwolennikiem wielosezonowych produkcji, najczęściej są to właśnie te trzy sezony, więc będę musiała to jakoś przeżyć. 

Czym różni się serial od filmowej wersji jak i książek? Serial wprowadza w życie bohaterów, wątki dotyczące naszego społeczeństwa, takie z którymi w czasie pisania książek nie wzbudzały aż tyle emocji, bądź były tematem o którym po prostu się nie mówiło. 

Prawdopodobnie za jakiś czas obejrzę sobie ten serial jeszcze raz, aby niektóre wątki przeżyć na nowo, na niektóre spojrzeć nie co inaczej.


[film z jednej strony ma trochę spojlerów, ale z  drugiej strony jak najbardziej zachęca do obejrzenia]

Komentarze

  1. Filmik zachęcający szkoda, że praktycznie seriale mnie szybko nudzą i ich już nie oglądam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba się skuszę. Tak wiele o nim słyszałam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałam, no i... ja przez swoją OGROMNĄ sympatię do książek miałam problem z oglądaniem serialu... Wiele rzeczy mi przeszkadzało, ale to nie zmienia faktu, że wielokrotnie potrafiłam się nieźle bawić.

    www.kulturalnameduza.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Podobają mi się charakteryzacje oraz ogólny klimat miejsc, które rzuciły mi się w zapowiedzi, ale się przemogę. Po pierwsze- to serial, a ja z serialami jestem bardzo na bakier. A po drugie - "Ania..." to moja znienawidzona lektura szkolna. W wypracowaniu na jej temat napisałam, że cieszyłam się, kiedy się topiła (wiem, jestem okropna). Obawiam się, że ta scena w serialu mogłaby być jedyną, która by mi się naprawdę podobała :D

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

Trzy metry nad niebem - serial?